Skip to content

Dlaczego powinniście podpisywać swoje zdjęcia

by w dniu 05/04/2011

Od dłuższego czasu noszę się z napisaniem tej notki, tylko nie do końca wiedziałam do tej pory, gdzie ją zamieścić. Chciałabym, żeby przeczytało ją jak najwięcej osób.

Publikuję dużo zdjęć w internecie. Głównie na moim fotoblogu albo na serwisie deviantArt, jednak czasami zdarzało mi się wrzucić coś na plfoto lub inne polskie serwisy fotograficzne. Wolę jednak tego nie robić, ponieważ polscy użytkownicy wszędzie szukają jakichś niedociągnięć, do których się można, pardon my french, przypierdolić, a jeśli nie znajdą nic takiego w zdjęciu właściwym, czepiają się… znaku wodnego. Tak, dobrze czytacie. No więc znak wodny, czyli podpis autora zamieszczony na zdjęciu, najwyraźniej nie powinien być za duży, zbyt wyraźny, zbyt wysunięty na środek a najlepiej żeby go wcale nie było, bo jest obciachowy. Tłumaczenie, że to ochrona przed kradzieżą zdjęć nic nie daje.

Tak sobie myślę, że tym ludziom nikt nigdy nie ukradł fotki.

KAŻDA fotografia jest DOMYŚLNIE objęta prawem autorskim i nikt nie ma prawa jej wykorzystywać bez zgody autora. Mimo to, na serwisach fotograficznych najczęściej jest przy zdjęciach na wszelki wypadek wzmianka o zastrzeżonych prawach. I mimo to, mój znak wodny najczęściej umieszczam mniej więcej na środku fotografii. Mam paranoję? Nie sądzę.

Kiedyś, zgodnie z trendami na polskich serwisach nie podpisywałam zdjęć, które publikowałam gdziekolwiek, nawet na własnym blogu. Po kilku miesiącach znalazłam je jako ilustrację czyjegoś wpisu na blogu, bez odsyłaczy do mojej strony ani żadnej wzmianki o tym, kto je zrobił. Na próby kontaktu ta osoba nie zareagowała.

Inny przypadek: jakaś młoda dama napisała do mnie na deviantArcie, że użyła mojej fotografii (NIE zamieszczonej w dziale z fotkami stockowymi) do jakiegoś kolażu. Napisała to już post factum, zamiast spytać mnie najpierw o zgodę. Od tej pory przy zdjęciach zamieszczam informację „This is NOT stock photography”.

Kolejny przypadek (może nie kradzieży, ale idiotyzmu): dużo znajomych ma konta na serwisie Flickr, więc też sobie konto założyłam, żeby mieć na blogu stream z Flickra, obserwować albumy znajomych itd. Po dwóch dniach mojego korzystania z tego serwisu, administracja przysłała mi uprzejmego emaila, że jeśli nie zlikwiduję „komercyjnych wzmianek” ze swojego konta, to mi je zawieszą, zablokują oraz zlikwidują, oraz przyjdzie Buka i mnie zje, gdyż Flickr nie służy do działalności komercyjnej (tu stosowny cytat z regulaminu). Spytałam ich równie uprzejmie o co im konkretnie chodzi, bo nic takiego nie pisałam, nie reklamowałam mojego sklepu itd, ale w odpowiedzi tylko ponownie zacytowali mi regulamin. Ponieważ nic innego tam nie było, przypuszczam, że chodziło o znaki wodne na moich zdjęciach, ponieważ jest na nich adres do moich blogów. A z jednego bloga mam link do sklepu. Jak tylko przeszedł mi stupor i znalazłam żuchwę pod biurkiem, skasowałam stamtąd wszystkie zdjęcia. Próbowałam też skasować konto, serwis oznajmił, że operacja się powiodła, ale Flickr nadal wysyła mi powiadomienia o albumach znajomych albo jeśli ktoś mnie dodał do znajomych. Kurwica mnie strzela Jest mi bardzo smutno w imieniu wszystkich fotografów publikujących swoje prace na tym serwisie, ponieważ ich prace w każdej chwili są narażone na kradzież.

Przypadek skrajny: pracowałam przez krótki okres czasu dla pewnego niedużego przedsiębiorcy, który sprzedawał ciasteczka z kremem. Robiłam dla niego projekty różnych rzeczy na stronę internetową i do druku. W pewnym momencie okazało się, że przedsiębiorcy brakuje profesjonalnych zdjęć ciasteczek z kremem, a stockowych fotek było niewystarczająco dużo. Facet kazał mi przeszukać internet pod tym kątem i użyć kilku konkretnych zdjęć, które mu się spodobały, do złożenia drukowanej broszurki (takiej do rozdawania klientom). Zdjęcia pochodziły z cudzych blogów a nawet, z tego co pamiętam, ze stron firmowych. Wszystko było dobre… o ile tylko nie miało znaku wodnego z © na sobie. Oczywiście wszystko odbyło się tajnie, bez spytania o zgodę na wykorzystanie, bądź co bądź, cudzej własności do celów komercyjnych. Moje próby wyjaśnienia, że jest to rzecz nielegalna i wolałabym nie brać w tym udziału spotkały się z wyjątkową agresją i groźbą zwolnienia. Na koniec dodam, że ów człowiek był z zawodu, uwaga, profesjonalnym fotografem z trzydziestoletnim stażem (czyż nie jest to idealny kandydat na mistrza facepalma? szkoda że na smutno, a nie na wesoło).

Ludziom się wydaje, że jak coś jest w internecie to znaczy że jest darmowe. Dlatego przypadków kradzieży własności intelektualnej jest mnóstwo (to było tylko kilka przykładów). I w celach użycia ich do stworzenia innej pracy, i w celu opublikowania oryginalnego dzieła jako swojego (co w ogóle jest ostatnim kurestwem). Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że taki problem istnieje, dlatego chciałabym Was na to uczulić. Nie wiem, czy jest coś bardziej przykrego dla fotografa, niż zobaczenie, że ktoś ukradł twoją fotkę i nie napisał, że to twoja, albo co gorsza bierze za to kasę. No może bardziej przykre jest tylko to, jak „koledzy po fachu” wyśmiewają twoje próby ochronienia swojej własności przed kradzieżą.

Jeśli publikujecie fotki w internecie – podpisujcie je. Zrobienie znaku wodnego w dowolnym programie graficznym jest banalnie proste. Niech też będą w niskiej rozdzielczości (do druku się nie nadadzą, a w przypadku użycia w internecie jest pewna szansa znalezienia ich za pomocą TinEye).

Jeśli korzystacie z cudzych zdjęć, czy to w swoim blogu, czy do komercyjnych zastosowań, ZAWSZE podawajcie ich źródło i autora.

Jeśli nadal niektórzy z Was uważają, że znak wodny na środku fotki to przesada, proponuję na deser obejrzenie tego filmu:

Reklamy
4 Komentarze
  1. Margot permalink

    Wszystko racja, ale po pierwsze: nie każdemu zależy na zachowaniu praw, po drugie: kopiowanie to jeszcze nie kradzież, po trzecie: niektórzy z tymi znakami wodnymi przesadzają. Np. na deviantart ludzie używają domyślnych znaków systemowych (bo są za leniwi, żeby zrobić swoje), które przysłaniają tak z 60% zdjęcia, nie sposób cokolwiek pod tym znakiem zobaczyć. Dodajmy, że często te zdjęcia są tak lamerskie, że nawet bym sobie nie zadawała trudu, żeby je „ukraść”. Niech za tą własnością intelektualną stoi jakiś intelekt :)

    • Dlatego nie piszę o zwykłym kopiowaniu, tylko o publikacji cudzych zdjęć. A prawa autorskie są niezbywalne, co najwyżej można udzielić różnego typu licencji na używanie fotek, w zależności od własnych preferencji udzielić zgody na używanie w jakimkolwiek celu, albo tylko do celów niekomercyjnych/edukacyjnych itd. Na przykład na dA są ludzie, którzy proszą, żeby ich prac używać tylko do celów związanych z dA. I trzeba taką prośbę respektować, w końcu to ich nakład pracy i ich własność. Niezależnie od tego jakiej jest jakości.

  2. wszedzie musi byc umiar, a tutaj dla autorki idealna sytuacja bylaby aby do kazdego zdjecia zamieszczana byla 10 stronicowa licencja, kontakt do prawnika i menadzera i nie wiadomo co jeszcze. Ciekawe czy popiera ACTA…

  3. Stefan, niestety nie jeden raz spotkałam się z tym, że moje i moich znajomych prace/zdjęcia były bezczelnie kopiowane, a częstokroć i sprzedawane jako własne. I uwierz – jest to mocno wku…jące. Nie życzę nikomu by musiał osobiście się z takim chamstwem zetknąć, ale uważam, że nie można obok tego chodzić obojętnie. Trzeba o tym głośno mówić, bo w tych czasach pojęcie uczciwości nie jest powszechnie znane. Niestety. I Twój tekst o 10-stronicowej licencji pokazuje, że szczęśliwym trafem, Ciebie akurat w taki sposób JESZCZE nikt nie okradł…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: