Skip to content

Listy od klientów 3

by

Chciałbym dowiedzieć się ile te przedmioty kosztują razem z wysyłką

…plus linki do produktów, z podaną ceną produktu oraz ceną wysyłki.

Za dużo informacji

by

Listów z prośbą o wykonanie jakiegoś przedmiotu z zakresu biżuterii dostaję mnóstwo. Niestety niektórzy potencjalni klienci myślą, że jeśli podzielą się ze mną elementami życia osobistego albo spróbują wzbudzić moją litość, to bardziej ich polubię, poprawi to jakość usługi, przyspieszy wykonanie, a nade wszystko cena zostanie obniżona.
Przykłady:

Ten wisiorek będzie dla wyjątkowej dziewczyny. Nie znamy się zbyt dobrze, ale co miesiąc wysyłamy sobe zdjęcia księżyca w pełni […]

Chciałabym zamówić wisiorek dla mojego chłopaka, żeby miał się czym bawić zamiast swojej brody […]

Jestem biedną studentką, studiuję w Anglii, ale teraz nie mogę wydawać zbyt dużo pieniędzy, ponieważ jedziemy niedługo na szkolną wycieczkę, chciałabym taki wisiorek jak ten [tu obrazek] tylko tańszy.

Moja ciocia jest chora na [nazwa choroby], dlatego chciałabym podarować jej coś wyjątkowego zanim umrze […]

Następnym etapem pewnie będą opisy części prywatnych i życia seksualnego.

Piknik

by

Postanowiłam dodać kategorię „sny”, bo niektóre mam fajne.

Na przykład dzisiaj moja misja dziejowa dziejowa przeniknęła do moich snów – śniło mi się że zesrożyłam jakichś ludzi.
W ogóle to sen zaczął się od tego, że Asiaque przyjechała do mnie do Irlandii i poszłyśmy nad jezioro zobaczyć czy da się tam zrobić piknik (to, że w rzeczywistości mieszkam nad morzem a nie jeziorem to doprawdy nieistotny detal). Nad jeziorem była jakaś impreza plenerowa, więc trudno było gdzieś znaleźć miejsce, bo całe miasto przyszło na piknik.

Kiedy już usiadłyśmy na trawie, dwaj dźwiękowcy, Polacy, od tej imprezy siedzieli niedaleko i gadali. Jeden stwierdził, że dzisiaj mają jeszcze jedno zlecenie i trzeba będzie gdzieś pojechać, a następnie spytał tego drugiego: „Ty, a ty znasz tylko taki zwykły angielski, czy ten tutejszy też?”, na co drugi odpowiedział do córki tego pierwszego: „Bądź uprzejma powiedzieć swojemu tatusiowi, żeby wsadził sobie głowę w wąż ogrodowy”.
Wtedy nie wytrzymałam i spytałam: „Włączony czy wyłączony?” – i panowie się popsuli; koniec snu.

Listy od klientów 2

by

Tak się zastanawiałam, czy o tym napisać, ale to już któryś raz jakaś osoba wysyła do mnie linka do mojego wisiorka, z wielkim napisem „SOLD” nad nim, i pyta ile to kosztuje, bo ona chce kupić…

Krwawe popołudnie

by

Szłam sobie dzisiaj do przychodni. Wymijałam na wąskim chodniku panią na wózku inwalidzkim no i niestety pani najechała mi wózkiem na piętę (w tym miejscu gdzie się kończą półbuty). Trochę zaszczypało, ale poszłam dalej. Zanim dotarłam do przychodni szczypało już porządnie a buty dodatkowo obtarły to miejsce. Na miejscu patrzę – cała skarpetka zakrwawiona. Pytam więc recepcjonistkę czy w przychodni jest jakaś na przykład woda utleniona żeby zdezynfekować. Pani poszła szukać wody utlenionej.

W międzyczasie miałam wizytę u lekarza; zbieram się już do wyjścia, kiedy do poczekalni wchodzi pani lekarz PSYCHIATRA, na rękach ma niebieskie gumowe rękawice chirurgiczne i mówi do mnie:
– Pani tu do mnie pozwoli na chwilę…

…po czym zdezynfekowała mi piętę. Ale ludzie w poczekalni o tym nie wiedzieli.

Listy od klientów

by

Człowiek samozatrudniony dostaje dużo maili. Czasami są to maile konkretne, czasami bez sensu, a czasami pytanie jest konkretne, ale tak głupie że macki opadają. Nie będę zakładać osobnego bloga z listami od klientów. Nie będę zakładać osobnego bloga z listami od klientów. Nie będę zakładać osobnego bloga z listami od klientów. Nie będę zakł…

Ci, którzy mnie znają, wiedzą że robię biżuterię z części zegarków. Dostałam pytanie o ten wisiorek:

„Bardzo ładne. Czy ten zegarek działa?”

Film

Ludzie w ZOO

by

Scena 1, pelikany
Dziadek do wnuczka pięciolatka:
– No zobacz jaki ma duży dziób, oko by wydłubał.

Scena 2, strzyżenie owiec
Pani: – Ty, ale to chyba koza jest, no bo skąd ma rogi?
Pan: – No, koza szorstkowłosa.

Scena 3, foki  (nie było mnie przy tym, znam z zeznań)
Pani gapi się na foki. Stojący obok niej mój kolega K. kicha.
Pani: – Ooo, foka kichnęła!

Antyfacepalm dziecięco-lotniczy

by

Umówmy się, że antyfacepalm to nasza reakcja pozytywna na jakieś wydarzenie, coś dzięki czemu dalej wierzymy, że ludzie są fajni, dobrze?

Samolot, pasażerowie sadowią się na siedzeniach. Wchodzi mamusia z kilkulatkiem płaczącym na cały regulator (cytuję: „AAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!”) i usiłuje go usadzić na jednym z miejsc.

Kilkuletnia dziewczynka spożywająca jakieś cukierki, czy inne smakołyki, przygląda się uważnie. Po mniej więcej trzydziestu sekundach wyciąga łapkę z torebką łakoci do owej pani i mówi:

– Plosę, to dla pani synka.

Krótki dramat działu IT

by

Miejsce:
Dział IT jednej z większych polskich uczelni.

Osoby:
U. – użytkowniczka; telefonuje do działu IT
IT – dział IT

Dramat właściwy:
U. – SKASOWALIŚCIE MI MAILE!!!!
IT: – …?
U. – …ze Spamu…
IT: – Tak, one się kasują samoczynnie po pewnym czasie.
U. – Ale to jakoś ostatnio…
IT: – Tak, po pewnym czasie. Jeśli ostatnio upłynął czas, że ten mail tam już leżał, to ostatnio został skasowany.
U. – ALE ONE BYŁY WAŻNE!!!

Kurtyna:
Szlocha.

P.S.
Helpdesk, pomimo że naczytał się był Clientcopii i Not Always Right, nie był przygotowany emocjonalnie na ten dialog.

Dekarz

by

Wiało.

Wiało na tyle, że zerwało dachówkę. Nie zauważyłam tego dopóki nie zaczęła lecieć woda z sufitu w łazience. Nad łazienką jest strych, nad strychem jest dach, więc wniosek był tylko jeden: trzeba zawezwać dekarza. A właściwie trzeba zawezwać landlorda, który zawezwie dekarza, bo ma zaprzyjaźnioną ekipę remontową.

Interesujące zacieki na suficie w łazience

Niestety – zaprzyjaźniona ekipa była zajęta, a mnie tu kapie woda z sufitu, więc trzeba było wynorać niezależnego dekarza.

Niezależny dekarz przyszedł, pogapił się na wejście na strych, zażądał drabiny, nie miałam drabiny, powiedział że wróci jutro z drabiną. Wrócił nie na drugi dzień tylko w ogóle kiedy się go nie spodziewałam, i z kolei nie miał latarki. Pożyczyłam mu latarkę, wszedł na strych, podumał, wyszedł, powiedział że wróci ze stosownymi narzędziami i chciał odejść z moją latarką przytroczoną do paska. Poprosiłam o latarkę, bardzo się zdziwił, ale oddał („Oh, is that yours?”).

Już wtedy coś mnie tknęło, złe przeczucie, ale stwierdziłam że każdemu może się zdarzyć zapomnieć o drobiazgach i olałam kwestię.

Parę dni później będąc w mieście, dostałam SMS-a od landlorda, że przyszedł dekarz i naprawia dach i mam się nie martwić, wchodzić do domu nie musi, więc nie muszę wracać pędem i go wpuszczać. Uspokoiłam się.

Następne dwa-trzy tygodnie nie ciekło z sufitu.

A potem zaczęło wiać. A właściwie to Wiać. I padać. Przez weekend strach było wyjść z domu. I z sufitu zaczęła lecieć woda ciurkiem, a na suficie w pokoju obok zakwitł piękny grzyb ze srogimi mackami.

Tentacles!

Landlord w trybie pilnym zawezwał swoją zaprzyjaźnioną ekipę remontową, która już miała czas. Ekipa zjawiła się o czasie umówionym, zaopatrzona w odpowiednie narzędzia, środek grzybobójczy, farbę i nowy kawałek dachu do wymiany. Jeden pan wszedł na strych, zszedł z niego dość zdumiony i spytał czy ten poprzedni dekarz w ogóle coś naprawiał, bo w dachu jest wielka dziura. No owszem, naprawiał. A potem spytał mnie uprzejmie czy to ja postawiłam pod dziurą wiaderko, żeby mi woda nie leciała na sufit łazienkowy. No więc nie, nawet nie miałam drabiny żeby wejść na stry… i wtedy do nas dotarło.

Dekarz postawił wiaderko pod dziurą w dachu i wziął od mojego landlorda prawie 400 euro za jego naprawę.